Monopol jest wrogiem rynku
Tagi:
UOKiK
URE
GAZ-SYSTEM
PGNiG
umowa gazowa
gaz łupkowy
Marek Kossowski
W Polsce mamy problem z gazem. Jednak pomimo rozlicznych dyskusji, od lat mamy w tej kwestii swoiste status quo. A przecież jest to sprawa, która w równym stopniu powinna niepokoić odbiorców przemysłowych, jak i indywidualnych. Czy rzeczywiście nic się nie da zmienić? O odpowiedź poprosiliśmy Marka Kossowskiego.
• Jak pan ocenia nową umowę gazową?
Na razie nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów, więc wstrzymałbym się z kompleksową oceną. Umowa jest ważna, tak jak była, do 2022 roku. To jest korzystne, gdyż jeśli mamy uruchomić gazoport i chcemy mieć dostawy z wielu różnych kierunków, to lepiej że nie zakontraktowaliśmy zbyt dużej ilości gazu na tak długi okres – aż do 2037 r. Z drugiej strony musimy pamiętać, że po 2022 r. będziemy nadal potrzebowali gazu. Wydaje się, że jest to sporo czasu, ale te 12 lat szybko minie. Powstaje pytanie, kiedy znowu zasiądziemy do rozmów z Rosjanami? Jak pokazuje doświadczenie, te dyskusje trwają bardzo długo. Gdyby udało nam sięwynegocjować z Rosjanami, że po 2022 aż do 2037 będziemy odbierać dostawy gazu na poziomie niższym niż 10,5 mld m3, to mielibyśmy powody do zadowolenia.
Dyskusji na temat umowy gazowej nie należy jednak odrywać od analizy na temat tego, co się dzieje na krajowym rynku gazu. Należy postawić pytanie, czy ta umowa i obowiązujące regulacje prawne nie „konserwują” faktycznego monopolu, i jaki to ma wpływ na sytuację konsumentów. Otóż obecny stan rzeczy nie jest korzystny dla konsumentów gazu w Polsce. Mamy do czynienia z taką oto sytuacją: jest grupa użytkowników gazu ziemnego, począwszy od wielkich zakładów chemicznych, a skończywszy na odbiorcach indywidualnych, domowych. Po drugiej stronie mamy dwóch monopolistów: dystrybutora PGNiG i dostawcę rosyjskiego. Monopoliści z natury darzą się sympatią, choćby dlatego, że łączy ich wspólny interes i łatwiej im się funkcjonuje na rynku. Zagraniczny dostawca ma po tej stronie tylko jednego partnera i nie musi się o nic martwić, dba tylko o to, aby polski partner kupił jak najwięcej gazu po jak najwyższej cenie. Po polskiej stronie też mamy monopolistę, który nie musi zabiegać o klienta, bo klient jest i to klient skazany na tego właśnie dostawcę, jakim jest PGNiG. Monopolista nie martwi się nadmiernie o to, po jakiej cenie kupi gaz, bo i tak go sprzeda. Na razie nie obawia się również, że pojawi się konkurent, który zaoferuje odbiorcom gaz na lepszych warunkach, gdyż jego status jako monopolisty jest chroniony przez regulacje prawne. Natomiast trzeba wyraźnie stwierdzić, że każdy monopol jest zły. Również monopol gazowy jest zły i dolegliwy dla klientów. Monopol nie poprawia również bezpieczeństwa w dostawie gazu dla konsumentów, ale je wręcz obniża.
• Więc jak zbudować normalny rynek gazu w Polsce?
Trudno nazwać rynkiem sytuację, gdy istnieje tylko jeden dostawca. Co prawda, mamy Urząd Regulacji Energetyki oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta, czyli instytucje mające dbać o wolną konkurencję na rynku, ale łatwo się przekonać, że zagadnienia związane z odbiorcami gazu są raczej marginalizowane. URE jest co prawda bardziej zdecydowany: szef tego urzędu wielokrotnie mówił, iż w Polsce nie ma wolnego rynku gazu, a jest to sytuacja nienormalna i należy ją zmienić. Ale z tego jak dotąd niewiele wynikło. Obecny stan rzeczy nie jest konsekwencją tego, że Polacy nie poszukują alternatywnych dostawców. Monopol w naszym kraju w dużej mierze zależy od regulacji prawnych. Występuje tutaj zjawisko protekcjonizmu państwowego, swoistej opieki prawnej państwa nad jednym z podmiotów. Dla konsumentów jest to niekorzystne. Musimy zatem zbudować stan normalny, a to nie jest kwestia szukania jakichś szczególnych rozwiązań. Przyjrzyjmy się, jak sprawa wygląda w innych krajach. W USA mamy absolutnie wolny rynek: długoterminowych kontraktów prawie tam nie ma, działają mechanizmy rynkowe, gaz jest towarem jak każdy inny, a jego ceny są dzięki temu stosunkowo niskie. W Europie wygląda to inaczej, bo wpływ na sytuację rynkową mają kontrakty długoterminowe, ale pomimo to sprawy mają się inaczej niż w Polsce. Niemcy są dużym importerem gazu i na ich rynku istnieje wielka ilość podmiotów, które zajmują się dostawą gazu dla odbiorców; a skoro jest ich wiele, to jest konkurencja i walka o klienta. Niemieccy dystrybutorzy nie są skazani na jednego dostawcę, bo tych dostawców jest wielu. Gdyby w Polsce był choćby jeden podmiot porównywalny z PGNiG, to sytuacja przedstawiałaby się całkiem inaczej.
.jpg) |
| „Jeden mały rurociąg, który łączy nas z siecią niemiecką, nie rozwiązuje problemu”. |
• W Polsce gaz jest tematem politycznym. Czy nie jest czasem tak, że w Polsce jest widoczny brak grupy kapitałowej o tak dużych wpływach politycznych, żeby podołać temu zadaniu?
Nie do końca. Wystarczy, żeby państwo zechciało stworzyć ten rynek. Sytuacja obecnie jest taka: na rynku europejskim wystąpiły nadwyżki gazu i ceny spadły, więc w zasadzie nie ma żadnych przeszkód, żeby klienci mogli kupować ten gaz od innych dostawców. Skończmy wreszcie z mitem, że nic się nie da zrobić z rynkiem gazu w Polsce. Kiedyś w USA istniał monopol telekomunikacyjny.Tamtejsze władze podjęły decyzję o podziale firmy w słusznym przekonaniu, że monopol jednej firmy jest szkodliwy dla klientów. Więc może właściwym rozwiązaniem dla Polski powinien być podział PGNiG na dwie firmy. Nie może być to jednak taki podział, że rozdzieli się upstream od części handlowej, bo to nic nie zmieni. Trzeba PGNiG podzielić tak, aby powstałe dzięki temu firmy miały podobne szanse funkcjonowania na rynku.
• Ale to wymaga decyzji na szczeblu rządowym. Przypuszczam również, że taki pomysł napotkałby na znaczny opór tych, którzy są zainteresowani istnieniem aktualnego stanu rzeczy.
Moim zdaniem zbyt często myślimy o gazie jako o towarze politycznym. Można by znaleźć kilka innych rzeczy, które moglibyśmy nazwać towarem politycznym, np. energia elektryczna, paliwa, a nigdzie nie ma takiej sytuacji jak na rynku gazu. Z jednego prostego powodu – nigdy nie było woli sfinalizowania projektów pozwalających nam na połączenie sieci gazowej z rynkiem europejskim. Jeden mały rurociąg, który łączy nas z siecią niemiecką, nie rozwiązuje problemu. W czasach, gdy byłem członkiem zarządu PGNiG, rozpoczęliśmy wraz z partnerem niemieckim realizację gazociągu, który połączyłby polskie gazociągi z siecią niemiecką, jednakże gdy zmieniła się sytuacja polityczna, to ten pomysł został zamrożony. Mówi się o tym, że gdyby ten gazociąg był podłączony do systemu niemieckiego, to i tak kupowalibyśmy gaz rosyjski, więc co to za dywersyfikacja. Takie podejście to bzdura. Gaz kupuje się od tego, kto ten gaz sprzedaje i z kim się podpisuje umowę. Jeżeli jest to firma norweska, to ona sprzedaje gaz i daje gwarancje jego dostawy. Nie ma znaczenia dla odbiorców gazu, czy pochodzi on z Norwegii czy z Rosji. Ważne, żeby był dostępny po przystępnej cenie. Na pewno przyczyną naszych kłopotów są braki w infrastrukturze przesyłowej. Wystarczyłoby zbudować dwie, trzy nitki przesyłowe łączące nas z rynkiem europejskim, a nasze problemy zostałyby w dużej mierze rozwiązane. Przecież nikt nam nie zabrania budowy tych połączeń. Co do zarzutów, że nie stać nas na budowę gazociągów, to odpowiem tylko, że gazoport jest dużo droższy, a nikt nie podważa sensowności tej inwestycji.
.jpg) |
| „Skończmy wreszcie z mitem, że nic się nie da zrobić z rynkiem gazu w Polsce”. |
• Mówiąc o upolitycznieniu tematu gazu mamy na myśli to, że ten problem odsyła nas od razu do stosunków polsko- rosyjskich, które z wielu powodów są przecież złożone i trudne.
Nie zgadzam się z tym. Dlaczego o gazie mówi się, że jest to towar polityczny? Dlatego, że jak gazu zabraknie, to w Polsce będzie wielki kłopot. Jednak, jeśli nastąpi blackout i zabraknie energii elektrycznej z powodu braku wyobraźni, bo nie modernizujemy sieci przesyłowych, to również będzie kłopot. Czy to nie jest sprawa polityczna co najmniej równie poważna co sprawa bezpieczeństwa gazowego? Co do stosunków ze stroną rosyjską, to od dawna powtarzam, że jest to taki sam partner handlowy jak każdy inny i straszenie opinii publicznej zamknięciem kurka z gazem niczemu dobremu nie służy. Ale nawet gdyby ci, którzy straszą nas Rosją, mieli rację, to tym bardziej powinniśmy dążyć do połączenia się z systemem europejskim. Ciągle słyszymy powtarzające się zawodzenie, że Rosja zakręci kurek, a my nie robimy nic, żeby sobie pomóc.
Gaz-System zabrał się do pracy i zaczął się jakiś ruch w gazociągach. Przez ostatnie lata prawie nic się nie robiło w przyłączach ponadgranicznych, interkonektorach. Ostatni projekt, który zostawiłem odchodząc z PGNiG przy końcu 2005 roku, to był projekt gazociągu, który miał być uruchomiony w 2009 roku. Wybudowanie gazociągu o długości 130 km nie stanowi dużego problemu, gdyż w ciągu czterech lat taką inwestycję można spokojnie sfinalizować. Gdyby to połączenie doszło do skutku, to wobec obniżki cen gazu na rynku europejskim i swobodnego dostępu do niego nie mielibyśmy tych problemów co obecnie.
• Ale tego połączenia nie ma. Za to mamy uruchomić w 2014 roku gazoport. Rozbudziliśmy także nadzieje na gaz łupkowy.
Nie stawiałbym sprawy gazoportu jako substytutu połączeń gazociągowych, które powinny łączyć nas z zachodem. Powinniśmy mieć i gazoport, i połączenia z siecią europejską. Jeśli chodzi o gazoport, to należy podpisać jak najlepsze dla nas kontrakty zapewniające jego pełne wykorzystanie. Na razie podpisano tylko jedną umowę na 1,5 mld m gazu, ale ten terminal możemy wykorzystać aż do 5 mld m gazu rocznie, a w późniejszym okresie nawet do 7 mld m3. Więc jeżeli w 100% wykorzystamy ten potencjał, to cena jednostkowa gazu przetworzonego powinna być niższa, niż gdyby wykorzystać ten terminal tylko w 30%. Trzeba zatem postarać się, aby w pełni wykorzystać potencjał gazoportu, w który włożono bardzo duży nakład inwestycyjny.
Co do gazu łupkowego, to zerkamy w stronę Stanów Zjednoczonych, gdzie wydobycie gazu łupkowego okazało się sukcesem. Amerykanie opanowali doskonale technologie i z powodzeniem wydobywają gaz łupkowy, którego wydobycie, inaczej niż kilkanaście lat temu, stało się opłacalne. Musimy jednak pamiętać, że w USA mamy zupełnie inne niż w Polsce uwarunkowania prawne i własnościowe. Na przykład w Teksasie, gdzie wydobywa się gazu łupkowego najwięcej, można prowadzić wydobycie w miejscach pustynnych, prawie bezludnych, mając do dyspozycji ogromne obszary, gdzie można swobodnie dokonywać licznych odwiertów, bo taka jest technologia wydobycia tego surowca. W warunkach polskich wydobycie gazu łupkowego będzie uciążliwe dla mieszkańców, bo sposób wydobycia gazu łupkowego związany jest z bardzo dużą liczbą odwiertów. Pamiętajmy również o skomplikowanej sytuacji własnościowej gruntów w Polsce, gdzie parcele są bardzo często rozdrobnione, szczególnie w tych rejonach Polski, gdzie mają się znajdować największe złoża tego surowca. Czekają więc nas z pewnością liczne sprawy sądowe dotyczące prawa własności. Poza tym na pewno wzrosną ceny gruntów i będziemy świadkami wielu innych jeszcze symptomów gazowej gorączki, które nie będą sprzyjały inwestycjom w wydobycie tego surowca. Z drugiej strony, aby nieco ostudzić te być może nadmiernie rozbudzone oczekiwania, pamiętajmy, że wcale nie mamy pewności, że gaz łupkowy się w Polsce znajduje w ilościach pozwalających na sensowną, z ekonomicznego punktu widzenia, eksploatację.
Rozmawiał Leszek Pietrzkiewicz
Wywiad został opublikowany w magazynie "Chemia Przemysłowa" nr 6/2010
źródło fot.: www.sxc.hu
Marek Kossowski – prezes spółki Fasing Energia. W latach 2003-2005 był prezesem zarządu PGNiG
|